Maria Salomea Skłodowska-Curie [a] (ur. 7 listopada 1867 w Warszawie, zm. 4 lipca 1934 w Passy) – polsko - francuska uczona zajmująca się fizyką doświadczalną i chemią fizyczną, podwójna noblistka – laureatka Nagrody Nobla z fizyki (1903) [2] i chemii (1911) [3] . W 1891 Maria Skłodowska wyjechała z Królestwa Polskiego do Powracając do "Fizów" i "Humów" historia i inne nauki humanistyczne oraz biologia itp. działają na bardzo trudnym i złożonym obszarze badawczym. Trudno sobie wyobrazić np. przeprowadzenie doświadczenia potwierdzającego hipotezę historyczną w w starożytnej Grecji (na razie nie dysponujemy wehikułem czasu) - można jedynie szukać Ile razy Albert Einstein dostał Nagrodę Nobla? Z ciekawostek warto pamiętać o tym, że Albert Einstein był aż 11 razy nominowany do Nagrody Nobla. Jeszcze ciekawszym jest fakt, że do nagrody nominowało go aż 40 różnych naukowców, z czego dwanaścioro naprawdę wiele razy. W 1922 roku, naukowiec otrzymał nagrodę Nobla (za rok 192)1. Stefan Żeromski – również czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla – w latach 1921–1924. Wówczas rywalizował o nią z Władysławem Reymontem. Tadeusz Zieliński – pisarz w latach 30. ubiegłego stulecia również kandydował do Literackiej Nagrody Nobla. Leopold Staff – poeta postrzegany jako „pomnik polskiej poezji” do Gdy miał siedem lat, jego nauczyciel określił go jako przypadek beznadziejny. W obecności chłopca powiedział wizytatorowi, że Edison jest tępy i że nie ma najmniejszego sensu, żeby nadal uczęszczał do szkoły. W bardzo młodym wieku Edison zdecydował, iż będzie wynalazcą. Ostatecznie został autorem ponad 1000 wynalazków. Czesław Miłosz (ur.30 czerwca 1911 w Szetejniach, zm. 14 sierpnia 2004 w Krakowie) – polski poeta, prozaik, eseista, historyk literatury, tłumacz, dyplomata; w latach 1951–1993 przebywał na emigracji, do 1960 we Francji, następnie w Stanach Zjednoczonych; w Polsce do 1980 obłożony cenzurą; laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1980); profesor Uniwersytetu Kalifornijskiego . Dlaczego odkrywca szczepionki przeciwko tyfusowi plamistemu Rudolf Weigl nie otrzymał Nagrody Nobla? To pytanie powraca co jakiś czas, a kolejną okazją jest nowa biografia tego wielce zasłużonego uczonego „Profesor Weigl i karmiciele wszy”.Weigl już przed II wojną światową był jednym z najpoważniejszych kandydatów do Nagrody Nobla. W latach 1930-1939 nie był nominowany do niej tylko w jednym roku. Jego kandydaturę zgłaszano również po zakończeniu wojny. Opracował szczepionkę, która uratowała życie wielu ludzi, a mimo to został pominięty przez Komitet Noblowski. Autor biografii Mariusz Urbanek uważa, że „historia zadrwiła z Rudolfa Weigla okrutnie”. „Pierwszy raz – pisze - stracił szansę na Nobla, bo chciał być Polakiem, a nie Niemcem, drugi bo znaleźli się Polacy, którzy uznali, że był złym Polakiem”. Uczony po zakończeniu wojny nie chciał pozostać we Lwowie i kontynuować pracy, jako uczony radziecki. Jak to jednak możliwe, że chciał być Polakiem, mimo że w jego żyłach nie było „polskiej krwi”? Wszystko z powodu nagłej śmierci jego ojca, Fryderyka, który pechowo spadł z bicykla, co w tamtych czasach było bardziej niebezpieczne niż upadek z konia. Matka, Elżbieta z Kroeselów, wyszła za mąż za Polaka. I wtedy, jak pisze Urbanek, zaczęła się „polska historia” Rudolfa Weigla: od nauki języka polskiego, którego nie znał, i od polskiej szkoły, do której został posłany. Bo przecież był Niemcem, matka mówiła po niemiecku (jedynie ojciec był dwujęzyczny). Niemcy Weigla potrzebowali, a raczej jego szczepionki, ale reichslisty w 1941 r. nie podpisał (podobnie jak po II wojnie nie wstąpił do PZPR). Hitlerowcy brali szczepionkę, ale do rządu szwedzkiego ani do Komitetu Noblowskiego się za nim nie wstawili, choć Szwecja w czasie II wojny robiła z Niemcami znakomite interesy. Rudolf Weigl postawił się Niemcom, sam decydował kto ma być karmicielem wszy, niezbędnym do produkcji szczepionki. W tamtych czasach była to przepustka do życia. Karmicielami wszy w czasie wojny był matematyk Stefan Banach, poeta Zbigniew Herbert, aktor Andrzej Szczepkowski i wielu innych (karmili własną krwią wszy konieczne do produkcji leku). „Szacuje się, że w okupowanym Lwowie Rudolf Weigl dał polisę na życie pięciu tysiącom ludzi. Ausweis jego Instytutu pozwalał bezpiecznie wyjść z każdej łapanki i uniknąć wywiezienia na roboty do Niemiec” – pisze Mariusz Urbanek. Szczepionka Weigla trafiła do partyzantów, a także do podziemia w Warszawie i do getta. Weigl uratował wielu Żydów, Instytut Yad Vashem pośmiertnie przyznał mu medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Po wojnie Weigl przeniósł się do Krakowa, gdzie pojawiły się oskarżenia o kolaborację z Niemcami. Plotka powstało podobno po tym jak upubliczniono jego zdjęcie z dedykacją dla Niemca Hermanna Eyera, w której napisał nie wiadomo dokładnie co: „Mojemu koledze…” lub „Mojemu młodemu przyjacielowi…”. Ale to wystarczyło, żeby zaszczuć człowieka. Czy z tego właśnie powodu Rudolf Weigl nie dostał Nobla? Wnuczka Weigla Krystyna Weigl-Albert twierdzi w rozmowie z Mariuszem Urbankiem, że najbardziej bolało go to, że przez pomówienie został odizolowany przez wielu uczonych w kraju i zagranicą, choć cieszył się sławą na całym świecie. Zamiast otrzymać Nobla, zapadła wokół niego zasłona milczenia. Książkę opublikowało Wydawnictwo Iskry. PAP - Nauka w Polsce, Zbigniew Wojtasiński zbw/ ekr/ Ekonomiści, uczcie się psychologii! – to sygnał, jaki Komitet Noblowski wysyła dziś w stronę świata nauki i biznesu. Richard H. Thaler to kolejny laureat Nobla, który został uhonorowany za wkład w rozwój ekonomii behawioralnej. Ludzie nie są racjonalni – ani w życiu, ani w biznesie, ani w finansach. Choć mit homo economicus został już dawno obalony, wiele osób wciąż przyjmuje ten fakt z wychowani na neoklasycznych teoriach wciąż trzymają się wersji, że jeśli chodzi o pieniądze, człowiek jest jak najbardziej racjonalny i dąży do maksymalizacji swojego zysku. O ile dość łatwo za nieracjonalnego uznać przeciętnego konsumenta, podatnego na wpływy marketingu i reklamy, o tyle zwykle nie myślimy w ten sposób o inwestorach albo menedżerach zarządzających wielkimi firmami. Tylko, że to też są ludzie. I jak wszyscy inni potrafią zachowywać się dziwacznie i niedorzecznie. Od Kahnemana do ThaleraTo nie pierwszy taki Nobel. Już w 1978 roku Herbert Simon dostał ekonomicznego Nobla za sformułowanie koncepcji „ograniczonej racjonalności”. Z eksperymentów Simona wynikało, że ludzie podczas podejmowania decyzji, stosują własne, bardzo subiektywne metody, które pozwalają im racjonalizować wybór przed samymi sobą. Na przykład uzasadniając go zasłyszanymi przypadkowo najgłośniejszym echem odbił się Nobel przyznany 15 lat temu Danielowi Kahnemanowi – pierwszemu psychologowi uhonorowanemu w dziedzinie ekonomii. Kahneman, razem ze swoim bliskim współpracownikiem Amosem Tverskim, uważani są za twórców podwalin ekonomii i Tversky udowodniali między innymi, że umysł człowieka nastawiony jest na to, by w efektywny sposób dostarczać mu przydatnych odpowiedzi. Sformułowali pojęcie „myślenia szybkiego” – czyli automatycznego, pomagającego podejmować natychmiastowe decyzje w sytuacjach niewielkiej wagi. To myślenie podatne jest na błędy, ze względu na to, że opiera się o heurystyki i zniekształcenia, ale pozwala też człowiekowi nie paść z intelektualnego wyczerpania przy podejmowaniu prostych decyzji dnia codziennego. Z kolei „myślenie wolne” to proces uruchamiany, kiedy dzieje się coś naprawdę ważnego. Wymaga ono od nas wysiłku, skupienia i koncentracji i, a co za tym idzie – kosztuje ludzki mózg wiele energii. Kahneman i Tversky zajmowali się też kwestią perspektywy. Są choćby twórcami pojęcia „awersji do strat”. Okazuje się, że zasadniczy wpływ na nasze decyzje może mieć sposób sformułowania problemu. To, czy powiemy „ten plan ratunkowy pozwala uratować 100 osób z pięciuset” zamiast „przy tym planie ratunkowym 400 z 500 osób nie przeżyje” ma zasadnicze znaczenie. Ból spowodowany stratą jest znacznie większy niż to, ile możemy niektórych badań mogą napawać przerażeniem. Okazuje się na przykład, że sędziowie rozpatrujący wnioski o zwolnienia warunkowe wydawali znacznie więcej przychylnych decyzji w sytuacjach, kiedy byli… najedzeni niż głodni. Jak widać, konsekwencje naszej nieracjonalności mogą być bardzo poważne. Na tyle poważne, że w 2017 roku ekonomiczny Nobel znów trafia w ręce orędownika łączenia psychologii z w służbie dobrobytu i szczęściaRichard H. Thaler pracuje na University of Chicago Booth School of Business. Jego najbardziej znaną książką (wydaną także po polsku) jest „Impuls. Jak podejmować właściwe decyzje dotyczące zdrowia, dobrobytu i szczęścia”. Ma on też na koncie kilka prac napisanych wspólnie z Kahnemanem. Thaler postuluje podejście, które nazywa „libertariańskim paternalizmem”. Chodzi o to, by z jednej strony ludzie mogli dokonywać wolnych wyborów, ale by z drugiej – otoczenie zewnętrzne pozytywnie motywowało ich do takich decyzji, które sprawią, że będą oni żyli dłużej, zdrowiej i lepiej. Jeśli więc chcemy, aby ludzie zdrowo się odżywiali, nie traćmy czasu na przekonywanie ich argumentami. Po prostu zaaranżujmy takie sytuacje, w których co rusz w otoczeniu pojawiać się będzie impuls, skłaniający ich, by sięgnąć po zdrową badań z ekonomii behawioralnej jest coraz szerzej wykorzystywany w różnych dziedzinach. Z wiedzy tej korzystają politycy, biznes czy osoby odpowiedzialne za rozwiązywanie problemów przykładu, Bank of America wykorzystuje koncept mentalnej księgowości, który mówi, że nasz stosunek do wydatków zmienia się, w zależności od tego w jakiej „mentalnej szufladce” znajdują się nasze pieniądze. Skoro więc w zależności od miejsca „zaksięgowania” wydatku zmienia się nasze podejście, warto podzielić portfele inwestycyjne klientów na różne koszyki. I tak na przykład koszyk na wydatki podstawowe będzie inwestowany mniej agresywnie, natomiast na zbytki – bardziej przykładem praktycznego wykorzystania dorobku ekonomii behawioralnej w praktyce jest choćby eksperyment z Greensboro w Karolinie Północnej. Zamiast zwykłej, comiesięcznej zapomogi, nastoletnie matki dostają tam jednego dolara dziennie, pod warunkiem, że nie zajdą w drugą ciążę. Jest to więc dla nich dodatkową motywacją do świadomego traktowania tematu macierzyństwa, jak i w długofalowej perspektywie opłaca się na wolnym rynkuZupełnie innego wymiaru w kontekście ekonomii behawioralnej nabiera choćby często słyszane w mediach określenie „nastroje na giełdzie”. Tak właśnie – są to nastroje, odczucia i emocje konkretnych ludzi. Czy aby na pewno są oni zdolni pod ich wpływem do racjonalnego podejmowania decyzji?Tylko ekonomia behawioralna jest w stanie ukazać nam przyczyny kryzysu z 2008 roku i odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tyle ludzi dało się zwieść nadmiernemu optymizmowi i dlaczego ich decyzje były – kiedy patrzymy na to z perspektywy czasu – dziwaczne i niezrozumiałe. Rok 2008 ostatecznie chyba zachwiał pewnością, że klasyczna ekonomia potrafi wyjaśniać zasady rządzące Nobel jest potwierdzeniem, że ekonomia behawioralna to słuszny kierunek. To także kolejny argument za interdyscyplinarnym podejściem zarówno do biznesu, jak i finansów. Świat jest zbyt złożony, ale też zbyt ciekawy, aby patrzeć na niego tylko z jednej strony. I tylko łączenie wielu perspektyw może przybliżać nas do jego zrozumienia.—Na podstawie: Bartłomiej Dzik, Daniel Kahneman i Amos Tversky, „Decyzje”, nr 1, czerwiec 2004 Witold Gadomski, Nobel w dziedzinie ekonomii 2017 przyznany. Laureatem został Richard H. Thaler za ekonomię behawioralną, Rafał Woś, Tylko ekonomia behawioralna może wyjaśnić kryzys i chaos na rynkach, Rafał Woś, Kahneman: To biologicznie niemożliwe, aby człowiek zawsze działał racjonalnie, Witold Gadomski, Nobel w dziedzinie ekonomii 2017 przyznany. Laureatem został Richard H. Thaler za ekonomię behawioralną, Autor: Agata Mardosz-GrabowskaCenię sobie wolność, twórczą pracę i twórczy rozwój. Prowadzę zajęcia na programach The Chartered Institute of Marketing (CIM), a także – jako tutor – wspieram uczestników w rozwoju i przygotowaniach do egzaminów. Sama też przeszłam tę drogę i mam zaszczyt należeć do grona marketerów z dyplomem również zajęcia w ramach zamkniętych projektów szkoleniowo-rozwojowych – specjalizuję się obszarach takich jak branding, komunikacja oraz autoprezentacja, wystąpienia przed kamerą i biznesowy warsztat językowy. Gościnnie prowadzę zajęcia m. in. na Uniwersytecie Warszawskim i Łódzkim. Ważną częścią mojej pracy jest tworzenie profesjonalnych narzędzi edukacji biznesowej (case studies). Sporo też piszę: od artykułów o biznesie po raporty o najnowszych zjawiskach wykształcenia jestem dziennikarką (UJ) i psychologiem (SWPS). Przez kilka lat pracowałam jako wydawca i reporter w TVP, potem moja droga zawodowa powiodła mnie do Stowarzyszenia WIOSNA, gdzie kierowałam działem PR i Marketingu. Moja duma to Szlachetna Paczka 2010 uhonorowana tytułem Kampanii Społecznej pracą… coś bardzo mocno ciągnie mnie na wschód. Bieszczady, Kijów, Szanghaj. Im dalej, tym lepiej. 22 lipca, dzień 507. Wpis nr 496 zakażeń/zgonów Zbliżają się moje urodziny, czas na podsumowanie bo to okrągłe sześćdziesiąt. Człowiek się napina by to jakoś podsumować, zapisać jakieś story jak to wszystko szło. Troszkę się tego uzbierało i nie bardzo mi się chce sięgać wstecz do źródeł. Jednak nie można uciec od podsumowań, ale takich, które nie będą nużyć czytelnika jak wszelkie nudy dziaderskie. Chciałem zwrócić się do źródeł formowania tego kim jestem, przekonany, że jest i było to udziałem wielu ludzi, których spotkałem, bo ten rodzaj ciągnie do siebie jak każdy gatunek wymierający. Ale o tym – na końcu. Co więc mnie formowało? Oczywiście rodzice. Był to dramatyczny miks przeciwieństw. Ojciec pogodny, optymistyczny, otwarty do ludzi, którzy za nim przepadali. Matka – surowa, raczej oschła, naznaczona piętnem nonkonformizmu, posuniętym wręcz do samowyniszczenia. Z takiej gliny zostałem ulepiony i to przenicowało moje całe życie. Szczególnie po matce odziedziczyłem ten gen, w którym moje przekonania, zwłaszcza moralne, były czymś czego się nie odpuszczało. A to rodziło kłopoty w życiu i dużą rotację znajomych, którzy konformizm traktowali jako dopuszczalny sposób na przeżycie. Zmagałem się z tym w nieświadomości, dopóki nie spotkałem się z Nim. Lektura „Przesłania Pana Cogito” Zbigniewa Herberta była jak strzał złotym pociskiem prosto w czoło. Od tej pory wszystko stało się jasne, te moje, zdawało się, emocjonalne, poruszenia w obronie innych, walki z objawami niesprawiedliwości i wywyższania się nabrały nagle głębokiego, filozoficznego, wręcz historiozoficznego uzasadnienia. Nawet, tęskniąc za Mistrzem w Kwarantannie Pierwszej, poważyłem się w „Dzienniku zarazy” na jeden wpis próbujący, nieudolnie rzecz jasna, skopiować jego styl i wgląd. Ale zacznijmy od Herberta. Dla mnie to największy pisarz z jakim się zetknąłem. Jak zamiast niego Nobla literackiego dostała Szymborska, zdaje się, że nie bez interwencji rodzimych kół poprawnościowych, przestałem patrzeć w tę stronę. Moje intuicje potwierdziły kolejne nagrody w tej dziedzinie – dla grafomańskich miernot, zakończone skandalem korupcyjnym. Czytałem dużo Herberta i dużo o nim, ale wolałem jego. Po prostu był moim niedoścignionym ideałem jako człowiek, który opisywał bliskie mi poruszenia mojej duszy, których świadomości istnienia nabierałem dopiero po lekturze jego kompaktowych dzieł. Pomógł mi pojednać się z moim ojcem, poprzez zrozumienie mej niedojrzałości. Herberta heroizm dnia codziennego wydawał mi się najbardziej na miejscu, kiedy ludzie już myśleli, że to nie czasy na rycerskość. Uwielbiałem jego analogie do starożytności, mitów, które pokazywały pokoleniową ciągłość tożsamości ludzkiej kondycji, „rękę wyciągniętą z paleolitu”. I na końcu – potęgę smaku, która w przypadku wydarzeń granicznych, czy choćby kuszącego zła kazała Wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo choćby miał za to spaść bezcenny kapitel ciała głowa Ale to literatura. Mnie właśnie zaimponował nadaniem sensu nawet beznadziejnemu oporowi, który wydaje się daremny, ale tylko w perspektywie doczesnej. I tym, że wskazał na estetyczne podstawy… etyki, że zło jest zawsze dalekie od piękna, którego niekoniecznie trzeba szukać gdzieś wysoko, ale w kamieniu, innym człowieku, pomocnej ręce, katedrze. Ale żeby być tak zdeterminowanym w nonkonformizmie trzeba było w moim wypadku mieć to we krwi (po matce) a potem znaleźć w Herbercie nie tylko tego uzasadnienie, ale odwieczne źródła. Postawa kogoś kto nie może wytrzymać, naprzykrza się otoczeniu swoim zdaniem, kiedy wszyscy by chcieli sobie odpocząć od świata, nie przysparza przyjaciół. Wygląda na wywyższanie się z własną opinią, ba – oceną. A jest tak naprawdę przekleństwem dla kogoś kogo to dotknęło, ciągłym szeptaniem diabełka niezgody siedzącego na ramieniu. Wierzcie mi, to wielkie marzenie, by się od tego uwolnić i nie ma w tym nic z wywyższania się. To ciężki dar, brzemię ocalałeś nie po to by żyć masz mało czasu trzeba dać świadectwo Tak, nie zostałeś wybrany, tylko ocalałeś i to rodzi… zobowiązanie. Nikt takich właściwie nie lubi. Już jest fajnie, mościmy się, przemilczamy albo przeczekujemy rzeczywistość, a takie coś łazi ciągle i wali prosto z mostu Przez wieki idzie … ta płaczliwa stara panna w okropnym kapeluszu Armii Zbawienia napomina wyciąga z lamusa portret Sokratesa krzyżyk ulepiony z chleba stare słowa – a wokół huczy wspaniałe życie rumiane jak rzeźnia o poranku Co ciekawe takie typki ciągle się zaplątują w tryby historii. I wierzcie mi – bezwiednie. Potem robią rzeczy dla siebie może nie zwyczajne, a oczywiste, ale nie z pociągu do heroizmu tylko z poczucia konsekwencji swoich przekonań, które nie mogą wytrzymać bez wcielania ich w życie. Nadają się więc jak nikt inny na czasy heroiczne, które dopiero są dla nich normalnym stanem. Kiedy codzienność weryfikuje spójność przekonań z postawami. A więc daje… pokój duszy, czyli szczęście, nawet w największych historycznych ekstremach. Ale taki będzie tylko pośrednikiem wolności … przyjmuje rolę poślednią nie będzie mieszkał w historii Dowodem na bezinteresowność takiej postawy jest to, że prawie zawsze… przegrywa. To zawsze gra o sumie ujemnej, bo Nagrodzą cię tym co mają pod ręką chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku Takich przeklętych nie jest sporo, wreszcie każdemu się jego wszyty nonkonformizm kończy na którymś z poziomów, coraz bliższych przetrwaniu. Ale wyczuwamy się, jak wspomniałem, jak ginący gatunek. Tym radośniejsze jest spotkanie i świadomość, że „jesteśmy sami”, to znaczy, że nikt za nas tego nie zrobi. Tak samo było w pandemii. Ja się nie chciałem angażować, ale wiedziałem, że jak się zacznie, to znów znajdę się wśród pokornych niepokornych i tak się, osmatycznie, stało. Zawsze za takie coś płaci się kręcącymi wokół freakami, którzy swoją bezkompromisowość doprowadzili do prostych źródeł, tłumaczącym im jedną przyczyną zło świata, któremu się przeciwstawiają. Może to być Żyd, komuch, mason, nawet reptalian. Nie wszyscy wytrzymują presji świata, który i tak w swej codziennej postaci jest największym odjazdem. Wtedy się szuka praprzyczyny. W większości wystarczy tylko spojrzenie, gest, jedno słowo i człowiek wie, że spotkał swojaka. Tylko wtedy… nie ma o czym gadać, wszak wszystko jest jasne. Kasandry, które krzyczą, choć nikt nie słucha ich, czasem oczywistych, przestróg, które będą bez satysfakcji patrzyły na lekceważoną wróżbę upadku Troi nie zaznają spokoju. Jak wiadomo Apollo urażony odmową dał Kasandrze dar widzenia przyszłości razem z przekleństwem tego, że nikt jej nie słuchał. Kasandra zawsze występuje jako dziwoląg, który żyje na obrzeżach życia, wpada w najmniej odpowiednich momentach i wszystko psuje swym mrocznym wieszczeniem. To trudno nosić tak swoją prawdę, do której jesteś przekonany, a której nikt nie rozumie. Większość rezygnuje z takiego brzemienia posłannictwa. Może to rodzić wśród bezkompromisowych ciągoty do poczucia wyższości. Wtedy pomaga Herbert Strzeż się jednak dumy niepotrzebnej oglądaj w lustrze swą błazeńską twarz powtarzaj: zostałem powołany – czyż nie było lepszych Jerzy Karwelis Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy„. Continue Reading To największy w 232-letniej historii kryzys wizerunkowy Akademii Szwedzkiej, prestiżowej instytucji, która przyznaje Literacką Nagrodę Nobla. Jej szefowa podała się do dymisji, oprócz niej odeszło czterech innych członków. Ma to związek ze skandalem seksualnym i serią przecieków dotyczących laureatów literackiego Nobla, w tym Wisławy który wstrząsnął Akademią Szwedzką oraz całą Fundacja Nobla, wybuchł już w listopadzie 2017 roku, a dziś obserwujemy jego kulminację. 18 kobiet oskarżyło wówczas Jean-Claude’a Arnaulta, męża członkini akademii Katariny Frostenson, o molestowanie seksualne. Arnault to znana i wpływowa postać w szwedzkim środowisku intelektualnym - prowadzi w Sztokholmie klub kulturalny i jest mężem wieloletniej członkini Akademii Szwedzkiej, Katariny Frostenson. Instytucja współfinansowała również jego wybuchu skandalu stała sekretarz Sara Danius wyraziła obawy, że gremium mogło złamać swoje zasady w kwestii konfliktu interesów. Mimo że Arnaultowi nie postawiono kryminalnych zarzutów dotyczących nadużyć seksualnych, Akademia Szwedzka wszczęła własne śledztwo, sprawę zaczęła również badać szwedzka prokuratura. Instytucja, która co roku przyznaje Literacką Nagrodę Nobla, zerwała z Arnalutem wszelkie o Noblach dla Szymborskiej, Dylana i innychNie był to jednak koniec kontrowersji z udziałem Szweda. Jak podaje „The Times”, dochodzenie wykazało, że Jean-Claude Arnault był źródłem przecieków o laureatach Nagrody Nobla. Miał on przedwcześnie mówić o tych najważniejszych w świecie literatury wyróżnieniach w 1996 r., kiedy Nobel trafił w ręce polskiej poetki Wisławy Szymborskiej. Mąż członkini Akademii Szwedzkiej Katariny Frostenson przyczynił się również do przecieku na temat nagrody dla Elfriede Jelinek (2004 r.), Harolda Pintera (2005), Jeana-Marie Gustave’a Le Clézio (2008), Patricka Modiano (2014), Swietłany Aleksijewicz (2015) oraz Boba Dylana (2016).Sam Arnault twierdzi jednak, że jest niewinny. - Jean-Claude Arnault odrzuca wszystkie zarzuty dotyczącej kryminalnej działalności i wszystkie inne, które zostały mu postawione - powiedział agencji Reuters prawnik Szweda Bjorn Hurtig. Szwedzka prokuratura wciąż kontynuuje śledztwo. W marcu poinformowała jednak, że niektóre wątki zostały już umorzone. Powodem był brak ostatecznych dowodów lub afera mocno podzieliła członków Akademii Szwedzkiej. W ubiegłym tygodnia swoją rezygnację złożyło trzech z nich: Klasa Ostergren, Kjell Espmark i Petera Englun. Swoją decyzję podjęli w ramach protestu. Podczas głosowania gremium nie zgodziło się bowiem na usunięcie ze składu Katariny Frostenson. Odbudowa prestiżu potrwa wiele latPo burzliwym tygodniu swoją rezygnację ogłosiła szefowa Akademii Sara Danius. - To, że powinnam zrezygnować z roli stałego sekretarza było życzeniem Akademii. Podjęłam więc decyzję ze skutkiem natychmiastowym. Rezygnuję również ze członkostwa - powiedziała Danius w czwartek wieczorem dziennikarzom, po trzygodzinnym spotkaniu z pozostałymi członkami. Nie wyjawiła jednak czy zadecydowali oni o jej odejściu w wyniku głosowania. Była już szefowa Akademii Szwedzkiej dodała jednak, że skandal „znacząco już wpłynął na Nagrodę Nobla, co jest dość dużym problemem”. Bezpośrednio po niej odeszła sama Frostenson. Jak zaznaczyła, „ma nadzieję, że Akademia Szwedzka przetrwa”.Rezygnacja Danius oraz aż czterech członków to poważny cios dla Akademii Szwedzkiej. Odejście z gremium, w którym członkostwo jest dożywotnie, zdarza się bowiem wyjątkowo rzadko. W przypadku rezygnacji lub śmierci członka 18-osobowego komitetu nie wybiera się również jego następcy. Oznacza to, że obecnie Akademia Szwedzka liczy tylko 11 członków (już wcześniej dwóch członków nie brało bowiem udziału w jej pracach). Z kolei do podejmowania decyzji potrzebnych jest 12 w Akademii Szwedzkiej martwi się już nie tylko Fundacja Nobla, która finansuje prestiżowe nagrody, ale również król Szwecji Karol XVI Gustaw. W środę, czyli jeszcze przed rezygnacją Sary Danius, zarząd fundacji wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że sytuacja w Akademii Szwedzkiej szkodzi wizerunkowi całej Nagrody Nobla. - Zaufanie do Akademii Szwedzkiej zostało znacząco zniszczone - dodała Fundacja Nobla i zażądała, aby instytucja podjęła konkretne kroki, które będą miały na celu odbudowanie zaufania. Afera wstrząsnęła samymi członkami Akademii. Wydali oni oświadczenie, w którym przyznają, że odbudowa prestiżu instytucji zajmie całe lata.

dlaczego herbert nie dostał nobla