25 Niedziela Zwykła rok A – Ewangelia (Mt 20, 1 – 16a) Podróż w świat duchowości nie zawsze jest prosta. Zrozumienie przesłań zawartych w Biblii wymaga czasu, skupienia, a przede wszystkim otwartego serca. Niejednokrotnie trudno nam zaakceptować pewne treści, które zdają się być dla nas niezrozumiałe czy wręcz kontrowersyjne. 27. niedziela zwykŁa (rok c) 26. niedziela zwykŁa (rok c) 25. niedziela zwykŁa (rok c) 24. niedziela zwykŁa (rok c) 23. niedziela zwykŁa (rok c) adoracje: 1. niedziela wrzeŚnia; rozpoczĘcie roku szkolnego; 22. niedziela zwykŁa (rok c) 21. niedziela zwykŁa (rok c) uroczystoŚĆ wniebowziĘcia nmp; 20. niedziela zwykŁa (rok c) 19 I oddać Panu to wszystko, co sprzeciwia się Jego woli. W ten sposób staniemy się ludźmi wolnymi, którzy będą mogli odkrywać prawdę. A prawda pozwoli nam cieszyć się radością i wolnością dzieci Bożych. Środa Popielcowa 5. Niedziela Wielkiego Postu (A) 4. Niedziela Wielkiego Postu (A) 3. niedziela zwykŁa (rok b) 27. niedziela zwykŁa (rok b) adoracje: 1. niedziela paŹdziernika; 26. niedziela zwykŁa (rok b) 25. niedziela zwykŁa (rok b) 24. niedziela zwykŁa (rok b) 23. niedziela zwykŁa (rok b) adoracje: 1. niedziela wrzeŚnia; 22. niedziela zwykŁa (rok b) uroczystoŚĆ nmp czĘstochowskiej; 21. niedziela zwykŁa (rok b) 20 Powrót do Wielki Post Powrót do WP rok B Powrót do Linki 1 NWP rok B Ewangelia: Mk 1, 12 – 15; Kuszenie Jezusa 12 Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię.13 Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. Żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu. Pierwsze wystąpienie 14 Gdy Jan został uwięziony, Kazania-homilie: XXV niedziela zwykła, Rok A. o. Wojciech Bieszke CSsR (18 września 2011 roku, Rok A, I) o. Andrzej Makowski CSsR (21 września 2014 roku, Rok A, II) o. Stanisław Paprocki CSsR (24 września 2017 roku, Rok A, I) o. Janusz Serafin CSsR (20 września 2020 roku, Rok A, II) o. Arkadiusz Buszka CSsR (24 września 2023 roku, Rok A, I) . Drodzy bracia i siostry. Chrystus w dzisiejszej Ewangelii wypowiada surowe słowa ostrzeżenia pod adresem gorszycieli: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza (Mt 18,6). Przez złe życie człowiek może zniszczyć łaskę uświęcającą w sobie, ale też jego antyświadectwo nierzadko przyczynia się do utraty skarbu łaski u innych. Unikanie zgorszenia powinno więc być wewnętrznym nakazem katolika, wynikającym z miłości bliźniego. Na czym polega grzech zgorszenia? W jakich sytuacjach najczęściej gorszymy innych? Jezus mówi wyraźnie: Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. (Mk 9,45) W innym miejscu Ewangelii, niż przytoczony powyżej fragment, czytamy takie słowa Jezusa: Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą (Łk 17,1). Dlaczego Zbawiciel zapowiadał zgorszenia? Bo człowiek jest wolny i został obdarzony możliwością dokonywania wyboru. Może więc wybrać nawet zło, a po grzechu pierworodnym nie stwarza nam to jakoś specjalnej trudności… Karygodne jest, gdy ktoś świadomie prowadzi innych do grzechu, zwłaszcza do utraty łaski wiary w Boga. Jezus ostrzega przed człowiekiem, który może okazać się gorszycielem. Właśnie przed kimś takim roztacza tę dość przykrą perspektywę zawieszenia na jego szyi kamienia młyńskiego i utopienia. W Ewangelii znajdujemy słowa zachęty do radykalnego odrzucenia od siebie wszystkiego, co jest powodem grzechu. W obrazowy sposób podkreślają to słowa mówiące o konieczności odcięcia swej ręki czy wyłupania oka: lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła (Mt 5,29). To ostrzeżenie Jezusa powinniśmy odnosić przede wszystkim do siebie samych, żeby nie stać się współautorami zła i tym samym przyczyną czyjegoś grzechu ciężkiego. Katechizm Kościoła Katolickiego zwraca uwagę na to, że szczególną odpowiedzialność za swe słowa i czyny ponoszą ci, którzy z racji pełnionych funkcji powinni odznaczać się autorytetem, bowiem siła ich oddziaływania na innych jest wyjątkowo duża. Co innego jest, gdy mamy do czynienia ze złem dokonanym przez jakiegoś drobnego rzezimieszka, a co innego, gdy chodzi o kogoś na wysokim stanowisku państwowym czy kościelnym. Zgorszenie spowodowane przez taką osobę bulwersuje bardziej, bo od kogoś takiego oczekuje się, że najpierw sam pokaże dobry przykład, a dopiero potem będzie stawiał wymagania innym. Grzech zgorszenia dotyczy także ludzi, o których Pan Jezus powiedział, że przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami (Mt 7, 15). To może być choćby wychowawca, który zamiast dawać innym dobry przykład, pod osłoną pełnionego stanowiska czyni szkodę. W czasach komunizmu mieliśmy do czynienia z sytuacją, kiedy zło mogło rodzić się z powodu źle skonstruowanego i niesprawiedliwego prawa, niezgodnego z Bożymi przykazaniami. Nasuwało się bowiem przypuszczenie, że jeśli prawo na coś zezwalało, to tak właśnie można było postępować. Dziś to zjawisko też występuje, choć już w innym wymiarze i w innej skali. Zgorszenia mogą powodować także reprezentanci różnych instytucji. Katechizm wymienia np. dyrektorów zachęcających do oszustwa, nauczycieli pobudzających do gniewu swoich uczniów, ludzi manipulujących opinią publiczną. Wielkie zło dzieje się również za sprawą nierządu, pornografii, prostytucji i gwałtu. Jak należy postępować, aby nie być przyczyną zgorszenia dla innych? Ważne jest, aby wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje, odważnie przeciwstawiać się panującym tendencjom i rozpowszechnionym poglądom, umieć powiedzieć prawdę tym, którzy nie są jej świadomi. Czasami ludzie mają taki bałagan w głowie, iż nie rozróżniają już, co jest dobre, a co złe, bo wyrośli w środowisku, w którym zachwiana była hierarchia wartości. Pamiętam opublikowany przed laty w „Rycerzu Niepokalanej” wywiad z czterdziestoparoletnim mężczyzną, który w USA został skazany na karę śmierci za zamordowanie na tle seksualnym ponad stu kobiet. Okazało się, że był katolikiem, pochodził z pełnej rodziny i właściwie niczego mu w życiu nie brakowało. Było jednak pewne „ale”, związane z tym, że na ulicy, na której mieszkał, znajdował się sklep z pornografią. Kiedy ów człowiek go mijał, za każdym razem szczególnie mocno poruszały jego wyobraźnię zdjęcia, ukazujące przemoc seksualną, prowokując w nieodparty sposób do dokonywania podpowiadanych tak sugestywnie czynów. Podczas wywiadu przeprowadzonego tuż przed wykonaniem wyroku zapytano mordercę, czy społeczeństwo ma prawo eliminować takich, jak on. Skazaniec odpowiedział twierdząco, żałując dokonanych zbrodni. Pozostawił jednak niepokojące zdanie: Ja jutro idę na krzesło elektryczne, a ten sklep z pornografią nadal funkcjonuje na mojej ulicy. Ważne jest zatem, aby nie tylko usuwać skutki zgorszeń, ale przede wszystkim ich przyczyny. Dwa miesiące temu, podczas ostatnich wakacji, byłem na Ukrainie. Tam, wraz z moimi kolegami, pomagaliśmy księdzu jednej z katolickich parafii na Wołyniu. Gromadziliśmy dokumentację dla Stolicy Apostolskiej o stanie kościołów, kaplic, cmentarzy i innych “pozostałości” katolicyzmu w reerygowanej diecezji łuckiej. Do dziś przetrwały tylko te kościoły, które były wykorzystane w ostatnim 50-leciu na magazyny, filharmonie, muzea, biura, zakłady produkcyjne. Wszystkie te obiekty utrwalaliśmy na zdjęciach, które trafią do Rzymu. Jednak jeden obraz na długo pozostanie w mojej pamięci. W jednej miejscowości nieopodal Kowla, kościół katolicki został zamieniony na młyn gospodarczy. Tylko fasada budynku świadczy, że kiedyś był to kościół. W środku grupa robotników zamieniała ziarno na mąkę, z której będzie chleb. Na zewnątrz, pod oknami świątyni leży oparty wielki, stary k a m i e ń m ł y ń s k i, którego nie mogą zakryć liche pokrzywy porastające okoliczny teren. Taki to kamień młyński, wykorzystał Chrystus, aby przybliżyć nam wielkość winy, jaka obciąża tych, którzy sieją zgorszenie. Obraz człowieka, który topi się w morzu z kamieniem młyńskim u szyi, był dla Żydów szczególnie drastyczny, ponieważ uznawali oni śmierć przez utonięcie za najbardziej poniżającą. Ponieważ Chrystus wiedział, że nie da się usunąć zgorszenia z życia człowieka, wkomponował je w Ewangelię. Świadczy o tym czyn Judasza, a także św. Piotra. Czy chcemy czy też nie, stanowi ono część tajemnicy człowieka. Dobitne słowa Pan Jezus wypowiedział o gorszycielu: Byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Z pewnością wielu z nas nie odnosi tych słów do siebie, bo niby jakie my możemy dawać zgorszenie innym? A może w ogóle nie wiemy co to takiego jest zgorszenie? Gorszyć, to znaczy sprawiać, by drugi człowiek stawał się gorszym. To znaczy być powodem grzechu drugiego człowieka. Wówczas jesteśmy odpowiedzialni za grzech drugiego człowieka. Chociaż niebezpieczeństwo zgorszenia trwa nieprzerwanie od wielu setek lat, to wydaje się, że wielu z nas zapomniało o tym, iż my również ponosimy konsekwencje grzechów naszych bliźnich. I chociaż już dzisiaj na katechezie rzadko mówi się o tak zwanych grzechach cudzych, to tym bardziej trzeba nam przypomnieć je teraz. To właśnie grzechy cudze sprawiają, że i my ponosimy za nie odpowiedzialność. Grzeszymy, gdy doradzamy komuś grzech lub go nakazujemy, gdy przyzwalamy na grzech lub do niego namawiamy. Grzeszymy, gdy chwalimy cudzy grzech lub w nim współdziałamy, gdy milczymy wobec cudzego grzechu i w nim dopomagamy, a nawet, gdy bronimy cudzego grzechu. Jakże często te cudze grzechy są i naszymi grzechami. Wszyscy bowiem jesteśmy odpowiedzialni za szczęście i nieszczęście drugiego człowieka, za jego potępienie i za zbawienie. Jesteśmy winni wielu grzechów popełnionych przez innych. Szkoda, że tak mało zdajemy sobie z tego sprawę. Psalmista pyta dziś nas: Kto jednak widzi swoje błędy? I dlatego musimy sobie dzisiaj uświadomić, że często dzieci są odpowiedzialne za grzechy rodziców, a jeszcze częściej rodzice są odpowiedzialni za grzechy dzieci. Młodzi są odpowiedzialni za grzechy starszych, a starsi za grzechy młodych. Młodzi uczą się wielu rzeczy od starszych. Wiele dzieci, które nie potrafią jeszcze poprawnie mówić z wielką wprawą przeklinają. Skąd one to wzięły? Często jeden zły przykład lub kilka nieostrożnych słów mogą zburzyć wiarę, szczęście i wieczność młodego człowieka. Kiedyś ojciec znanego niemieckiego poety Grillparzera zaprosił przy jakiejś okazji w gościnę swoich przyjaciół. Kiedy towarzystwo było już wesołe, przeniosło się do studenckiego pokoju młodego poety. Właśnie pilnie się uczył. Nawet go nie zauważono. Jego ojciec wzniósł toast: Radujmy się, dopóki jesteśmy razem! Kto wie, czy będziemy tak weseli na tamtym świecie? Wtrącił się jeden z przyjaciół: Kto wie czy jest w ogóle tamten świat? Wtedy właśnie zauważyli młodzieńca i zmienili temat rozmowy, ale było już za późno. Dzień ten był początkiem smutnych dni życia poety, jak sam później wyznał. Głupie słowa ojca i przyjaciela zburzyły jego wiarę i szczęście. I my, Drodzy Bracia i Siostry musimy zrobić rachunek sumienia, czy nasz zły przykład, słowa i zachowanie nie spowodowały u kogoś utraty wiary i szczęścia? W jakim stopniu jesteśmy współodpowiedzialni za grzechy bliźnich? O wiele większym grzechem jest doprowadzenie do grzechu jednego człowieka, niż zamiana kościoła na młyn gospodarczy. Chrystus bowiem nie umarł na krzyżu za kamienne kościoły, ale za żywe świątynie, którymi sami jesteśmy. I chociaż trudno znaleźć przy kościele kamień młyński, a spod Tatr jest daleka droga do morza, to niech obraz kamienia młyńskiego pozostanie na zawsze w naszej pamięci, co więcej, w naszych sercach. AMEN ROK B: HOMILIA DLA 25 NIEDZIELA ZWYKŁA TEMAT HOMILII: PROSTA DROGA DO WSPANIAŁOŚCI AUTOR: ks. Benny Tuazon HOMILIA: (Mk 9:30-37) Dwudziesta Piąta Niedziela Zwykła W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi apostołom, kto jest największy w Królestwie. Tę wielkość osiąga się poprzez przyjmowanie dzieci. Jezus odnosi się nie tylko do przyjmowania dzieci potrzebujących ochrony, ale także tych, które są dziecinne. Najwięksi w Królestwie to ci, którzy mają i akceptują cechy dzieci, takie jak zależność, pokora i posłuszeństwo. Powinniśmy przyswajać rodzaj uzależnienia, jakie dzieci przejawiają wobec swoich rodziców i starszych. W taki sam sposób, w jaki dzieci poznały swoją słabość bez opiekunów, my również musimy rozpoznać nasze słabości bez Boga. To Bóg daje nam wszystko, czego potrzebujemy tu na ziemi. Nikt inny nie może być lepszy niż Bóg jako żywiciel. Następnie musimy także posiadać pokorę. W odniesieniu do zależności powinniśmy być na tyle pokorni, że bez względu na to, jak bogaci, inteligentni i potężni jesteśmy, nadal jesteśmy bezradni na tym świecie. Musimy rozpoznać nasze ograniczenia i wyznać Bogu naszą nicość bez Jego łaski. Wreszcie, jak dzieci, musimy być posłuszni Bogu. Powinniśmy wiedzieć, że Bóg wie, co musimy robić i jak należy żyć. Chociaż dał nam wolność, ta wolność musi być wykorzystana na rzecz posłuszeństwa Woli Bożej. Jezus podał przykład. Był posłuszny Ojcu od Wcielenia aż do śmierci na krzyżu. Pokazuje, że posłuszeństwo Woli Ojca jest naszą najlepszą drogą do zmartwychwstania, do zbawienia. Fizycznie będziemy się rozwijać. Ale niech dzieci w nas trwają w posłuszeństwie, pokorze i zależności. Wszyscy zostaliśmy stworzeni, aby być wielkimi w Królestwie Bożym. Wszyscy mieliśmy należeć do Królestwa. Wszystkie użyte były przeznaczone do życia wiecznego. NA KOLEJNĄ HOMILIĘ KLIKNIJ TUTAJ>>>> Drogi przyjacielu w Chrystusie, potrzebujemy 1500 dolarów, aby zepsuć nasz rachunek. Pamiętaj, że możesz przekazać darowiznę już od 5 USD. Możesz być naszym zbawicielem w tym krytycznym czasie. Wypełnij poniższy formularz, aby bezpiecznie przekazać darowiznę w ciągu jednej minuty>>>> Kontynuuj czytanie Ostatnia aktualizacja: (11:28) Statystyki: 75 - aktywnych użytkowników, 1495 - odwiedzających dzisiaj, 21902641 - łączna liczba odsłon witryny © Copyright 2004-2022 - Wydawnictwo św. Stanisława BM Komentarze biblijne do czytań liturgicznych. Dzięki uprzejmości Oficyny Wydawniczej „Vocatio” i Księgarni św. Wojciecha ( które wyraziły zgodę na publikację fragmentów wydawanych przez nie pozycji, przedstawiamy czytelnikom cykl: „Zrozumieć Słowo”. Będziemy starali się ukazywać w nim fragmenty Pisma Świętego przewidziane w Liturgii w kontekście historycznym, kulturowym i teologicznym. Mamy nadzieję, że pomoże to czytelnikom w pełniejszym przeżywaniu spotkania z Chrystusem podczas Eucharystii oraz w coraz lepszym odczytywaniu skierowanego do nas Słowa Bożego i wprowadzaniu go w życie. Zapraszamy do lektury i refleksji. XXV NIEDZIELA ZWYKŁA – Rok B Czytania mszalne PIERWSZE CZYTANIE Jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim Czytanie z Księgi Mądrości Bezbożni mówili: „Zróbmy zasadzkę na sprawiedliwego, bo nam niewygodny: sprzeciwia się naszym sprawom, zarzuca nam łamanie prawa, wypomina nam błędy naszych obyczajów. Zobaczmyż, czy prawdziwe są jego słowa, wybadajmy, co będzie przy jego zejściu. Bo jeśli sprawiedliwy jest synem Bożym, Bóg ujmie się za nim i wyrwie go z ręki przeciwników. Dotknijmy go obelgą i katuszą, by poznać jego łagodność i doświadczyć jego cierpliwości. Zasądźmy go na śmierć haniebną, bo — jak mówił — będzie ocalony”. Mdr 2, 12. Por. Iz 3,10 LXX. Począwszy od Mdr 2,12 do 5,23, autor czerpie wiele zapożyczeń z Iz 52-66. Jego nauka na temat odpłaty jest owocem rozmyślań nad tymi rozdziałami w wersji LXX - wprowadza do swego nauczania serię postaci czy typów zaczerpniętych z Księgi Izajasza, zaprezentowanych w Izajaszowej kolejności i ozdobionych dodatkowymi szczegółami zaczerpniętymi skądinąd. Katolicki Komentarz Biblijny, prac. zbiorowa, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2001 :. PSALM RESPONSORYJNY Refren: Pan podtrzymuje całe moje życie. Wybaw mnie, Boże, w imię swoje, mocą swoją broń mojej sprawy. Boże, wysłuchaj mojej modlitwy, nakłoń ucha na słowo ust moich. Refren. Bo powstają przeciwko mnie pyszni, gwałtownicy czyhają na me życie, nie mają oni Boga przed swymi oczyma. Refren. Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie. Będę Ci chętnie składać ofiarę i sławić Twe dobre imię. Refren. Ps 54, i 8 Ps 54. Lamentacja jednostki. Struktura: ww. 3-5 (prośba do Boga z opisem nieszczęścia); ww. 6-7 (wyznanie ufności); ww. 8-9 (ślub). 5. Jeśli hebr. „cudzoziemcy" [zārîm] jest poprawną lekcją (zamiast „pyszni" [zēdîm], jak w Ps 86,14), wspiera to interpretację Dahooda, który identyfikuje psalmistę z królem, ”nie mają Boga przed swymi oczyma”: Dosł. „przed sobą". Nie mieć Boga „przed sobą" (por. Ps 16,8) oznacza ignorować go i jego nakazy; por. Ps 50,17. 7. Przykład prawa odwetu; planowane przez wrogów zło względem psalmisty zwróci się przeciw nim samym (por. 37,14-15; 64,5). 8-9. Psalmista ślubuje złożenie ofiary Bogu jako wyraz dziękczynienia za wybawienie od wrogów. 9. ”bo wybawi mię”: lub „Obyś mnie wybawił!" (por. Ps 3,8). Katolicki Komentarz Biblijny, prac. zbiorowa, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2001 :. 54,3. Błaganie o uniewinnienie. Przyjmując zasadę odpłaty (zob. komentarz umieszczony we wstawce dotyczącej powszechnych wyobrażeń w Księdze Psalmów), wierzono, że cierpiący otrzymuje karę od Boga. Ponieważ Bóg uważany był za sprawiedli­wego, kara musiała być zasłużona. Kłopoty Psalmi­sty zostałyby więc odczytane jako dowód jego grzeszności. Uniewinnienie Psalmisty powinno na­dejść od Boga odwracającego sytuację i karzącego jego wrogów. Takie działanie ze strony Bóstwa oznaczałoby ogłoszenie niewinności Psalmisty i do­wiodło, że nie utracił on Bożej przychylności. W tym znaczeniu Bóg jest jego jedyną nadzieją. Wymowny wieśniak z egipskiej literatury mądro-ściowej również nazywa swego boga-króla, fara­ona, „ostatnią nadzieją" i „jedynym sędzią". 54,8. Dobrowolna ofiara. Zob. komentarz do Lb 15,1-31 na temat ogólnych elementów systemu ofiarnego Izraelitów. Ofiara „dobrowolna" była ofiarą nadobowiązkową, wyrażającą dziękczynie­nie lub stanowiącą spełnienie ślubu (zob. komen­tarz do Kpł 22,17-30). Mogła ona zostać złożona na ołtarzu w intencji uczestniczenia we wspólnoto­wym posiłku z Bogiem lub jako ofiara całopalna. Na temat roli tej ofiary w Księdze Psalmów zob. komentarz do Ps 50,8-15. Komentarz Historyczno-Kulturowy do Biblii Hebrajskiej, John H. Walton, Victor H. Matthews, Mark W. Chavalas, Oficyna Wydawnicza "Vocatio", Warszawa 2005 :. DRUGIE CZYTANIE Źródłem niepokojów jest nieład wewnętrzny Czytanie z Listu świętego Jakuba Apostoła Najmilsi: Gdzie zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś zstępująca z góry jest przede wszystkim czysta, dalej skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój. Skąd się biorą wojny i skąd kłótnie między wami? Nie skądinąd, tylko z waszych żądz, które walczą w członkach waszych. Pożądacie, a nie macie, żywicie morderczą zazdrość, a nie możecie osiągnąć. Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie. Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie, starając się jedynie o zaspokojenie swych żądz. Jk 3,16-4,3 3,15-16. W tradycji żydowskiej „to, co w górze czasami oznaczało „Boga". W przeciwieństwie do niebieskiej mądrości, mądrość prowadząca do-przemocy (Jk 3,14) była ziemska, ludzka, a nawet szatańska (por. podobnie w Mt 16,22-23) Zwoje znad Morza Martwego mówią o duchu błędu, którego natchnienie prowadzi do grzechu, zaś ludowy judaizm żywił przekonanie, że ludzi otaczały ustawicznie hordy demonów. Słowa Jakuba sugerują pośrednie działanie demonów, gdyż umieszczają ich przeciwne Bogu wartości w systemie tego ”zazdrość i żądza sporu (...) bezład”: Występują one na liście grzechów w 2 Kor 12,20; stanowiły charakterystyczny element wczesnochrześcijańskiej parenezy. 3,17. Mądrość „z góry", tj. od Boga Ok 1,17; 3,15) jest „czysta", nie skażona niczym (w tym przypadku nie zmieszana z mądrością demoniczną — Jk 3,14-16). Jest więc także „nieobłudna". Wiele żydowskich tekstów sapiencjalnych mówi o Bożej mądrości, która zstępuje z góry. Prawdziwa mądrość Boża nie pro wadzi do przemocy ani do zemsty; jest „skłonna do zgody", „ustępliwa", „posłuszna", „pełna miłosierdzia" (por. Jk 2,13), „wolna od względów ludzkich" (por. Jk 2,1-9). Mądrość ta nie jest ani mądrością ze-lotów, ani ludzi hołdujących ideałom arystokracji. W terminach, które uwypuklają kontrast wobec ziemskiej mądrości, Jakub po mistrzowsku opisuje chrześcijańską mądrość, przez co przypomina synoptyków (zob. błogosławieństwa, Mt 5,3-10) i Pawła (zob. Ga 5,22-23). 3,18. Obraz cnót jako ziaren lub owoców ma wiele paraleli (np. Prz 11,18; Iz 32,17), Jakub wskazuje w tym kontekście na kwestię następującą: prawdziwa mądrość prowadzi do pokoju, nie zaś do niezgody. Chociaż wielu nauczycieli ze stronnictwa faryzeuszów ceniło pokój, liczni populistyczni działacze opowiadali się za przemocą, przesłanie Jakuba było więc pod wieloma względami sprzeczne z panującymi wówczas wzorcami kulturowymi. Chociaż „mądrość" nie została wymieniona w wersecie, zawarte tu wyrażenia przypominają określenia mądrości, pokoju i sprawiedliwości z Septuaginty (Prz 3, 11,30 LXX). Werset również nawiązuje do błogosławieństwa z Mt 5,9 i stanowi trafne zakończenie tej mini rozprawy o mądrości. 4,1. Większość grccko-rzymskich filozofów i wielu Żydów z diaspory często piętnowało ludzi, którymi rządziły namiętności, przedstawiając ich pragnienie przyjemności jako „walczące w ich członkach". Wielu pisarzy, np. Platon, Plutarch i Filon, uważało cielesne żądze za przyczynę wszelkich wojen. W podobnym duchu Żydzi mówili o złych skłonnościach, które zdaniem późniejszych 'rabinów panowały w 248 częściach ciała. ”Wojny (...) kłótnie”: Dwa gr. słowa występujące często razem, przenośne określenie sporów, dysput itp. Tworzą one silny kontrast z ostatnim słowem poprzedniej części, „pokój". ”z waszych żądz”: Dosł. „z waszych przyjemności" (zob. Tt 3,3). 4,2. Diatryba często zawierała hiperbole lub obrazową przesadę retoryczną, której celem było wywołanie pożądanego efektu. Większość czytelników Jakuba przypuszczalnie nikogo nie zabiła w znaczeniu dosłownym, mogli jednak spotykać się z głosicielami nauk (Jk 3,13-18), którzy uważali zabójstwo za dopuszczalny środek, by wymierzyć sprawiedliwość lub przeprowadzić właściwy podział dóbr. Jakub radzi, by zamiast tego się modlić. (Później kieruje jednak znacznie surowsze słowa pod adresem ciemiężycieli; por. Jk 5,1-6.) Ogólnikowe stwierdzenie z w. 1 zostaje poparte konkretnymi przykładami, gdyż się nie modlicie: Stanowi to, w formie negatywnej, powtórzenie ewangelicznego napomnienia dotyczącego modlitwy (Mt 7,7-11 par.;Mk 11,24; J 14,13-14; 1 J 3,22). 4,3. Żydowskie modlitwy były kierowane zwykle do Boga z prośbą o zaspokojenie prawdziwych potrzeb; zob. komentarz do Mt 6,11. Jakub wierzy, że takie modlitwy nie pozostaną bez odpowiedzi (por. Prz 10,24), mimo że sytuacja uciskanych niekoniecznie musi ulec poprawie (por. Prz 13,23). Prośby motywowane zazdrością z powodu cudzego bogactwa lub pozycji miary jednak na celu jedynie zaspokojenie pożądliwości (zob. komentarz do Jk 4,1). ”bo się źle modlicie”: Właściwe podejście do modlitwy zostanie przedstawione poniżej (4, 7-10). Zob. także 1 J 5,14; Mt 6,33. (Na temat modlitwy w Jk zob. także 1,5-8; 5,13-18 wraz z komentarzami). Katolicki Komentarz Biblijny, prac. zbiorowa, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2001 :. Historyczno Kulturowy Komentarz do Nowego Testamentu, Craig S. Keener, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2000 : ŚPIEW PRZED EWANGELIĄ Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja Bóg wezwał nas przez Ewangelię, abyśmy dostąpili chwały naszego Pana Jezusa Chrystusa. Aklamacja: Alleluja, alleluja, alleluja 2 Tes 2,14 EWANGELIA Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich Słowa Ewangelii według świętego Marka Jezus i Jego uczniowie podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać. Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozmawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Potem wziął dziecko; postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”. Mk 9,30-37 28-30. Żydowscy nauczyciele często wyjaśniali swym uczniom na osobności bardziej złożone kwestie. Niektórzy rabini byli postrzegani jako cudotwórcy, rzadko jednak oczekiwali, że również ich uczniowie będą potrafili czynić cuda — z pewnością zaś nie w ich imieniu (w. 39). Metody stosowane przez egzorcystów koncentrowały się zwykle na ich własnej mocy, szczególnie zaś na zdolności do manipulowania innymi mocami. W przeciwieństwie do nich, Jezus podkreśla rolę modlitwy (Mk 9,29).30. ”podróżowali przez Galileę, on jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym”: Jezus pragnął zachować w tajemnicy swoją podróż przez Galileę, ponieważ chciał przekazać uczniom przesłanie o swojej męce i zmartwychwstaniu (9,31). Publiczna działalność w Galilei dobiegła końca (zob. 10,1). 31. Kontekst Dn 7,13-14 (Bóg powierza swoje królestwo komuś podobnemu do Syna Człowieczego) powiada, że cierpienia z rąk złego władcy świata poprzedzą jego wywyższenie (Dn 7,18-27). ”Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”: Czasownik paradidotai, „będzie wydany", odgrywa coraz ważniejszą rolę wraz z rozwojem opowieści o męce (zob. 14, 15, Chociaż słowa te mogą być aluzją do zdrady Judasza, chodzi przede wszystkim o Boży plan zbawienia, w którym śmierć Jezusa miała odegrać kluczową rolę. zabity: W żadnej przepowiedni męki Jezusa (8,31; 9,31; 10,33-34) nie zaznaczono, jaką śmiercią zginie. 32. Cierpienie nie było elementem ówczesnych wyobrażeń dotyczących Mesjasza. Aby zrozumieć przesłanie Jezusa, ludzie musieli zmienić swoje kategorie myślowe i wartości, które kształtowały ich oczekiwania (por. Mk 8,29-33). Uczniowie zawsze starali się okazywać szacunek swoim rabinom. Uważali innych uczniów za współtowarzyszy, nie wciągali więc rabina w spory, jakie między sobą prowadzili. ”Oni jednak nie rozumieli tych słów”. Po pierwszej przepowiedni męki (8,31) i późniejszych wyjaśnieniach trudno było się spodziewać, że uczniowie nadal nie będą rozumieli Jezusa. Podkreślenie tego faktu przez Marka wskazuje, że maluje on coraz bardziej negatywny portret uczniów. 33-34. Ludzie posiadający kapitał mogli pozwolić sobie na awans ekonomiczny, lecz większość członków starożytnych społeczeństw nie miała wystarczającego kapitału, by zapewnić sobie awans, była więc niejako uwięziona w rolach, które determinowało ich urodzenie. Jednak nawet ci, którzy osiągnęli materialny sukces, nie mogli przedostać się w szeregi arystokracji. W niektórych kręgach ranga była wyznaczona przez szlachetne urodzenie, podeszły wiek lub znajomość Prawa. Grupa z Qumran raz do roku oceniała pozycję każdego ze swych członków, od której zależało miejsce przy stole i kolejność zabierania głosu. Niezależnie od tego, w jaki sposób była ustalana, pozycja społeczna była jednym z najważniejszych elementów życia w starożytności (zob. komentarz do 1 Kor 14,27). Wielu Żydów miało nadzieję uzyskać nowy status w przyszłym świecie, nie w oparciu o szlachetne urodzenie, lecz wierność przymierzu ”przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu”: W trakcie podróży z Cezarei Filipowej (8,27) do Jerozolimy Jezus i uczniowie zatrzymali się w Kafarnaum (zob. 1,21; 2,1), przypuszczalnie w domu Piotra (1,29). 34. ”kto z nich jest największy”. Mt 18,1 dodaje „w królestwie niebieskim", to samo znaczenie sugeruje Mk 10,37 Jednak w tym kontekście akcent pada na obecne grono uczniów; żaden z elementów opowiadania nie sugeruje eschatologicznej interpretacji. 35. W starożytności, podobnie jak w czasach współczesnych, bohaterowi lub ludzie dobrzy, którzy posiadali władzę, cieszyli się wielkim poważaniem. Rabini podkreślali znaczenie pokory, lecz oczekiwali, że uczniowie będą im służyli. ”Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”: Na temat podobnego nauczania zob. 10,43-44. W dalszej części opowiadania Jezus zostanie ukazany jako idealny przywódca-sługa. 36. W starożytności (znacznie bardziej niż dzisiaj) dzieci były szczególnie bezbronne w społeczeństwie i zdane na swoich rodziców. ”wziął dziecko”: Dziecko jest tutaj nie tyle symbolem niewinności czy pokory (jako ktoś pozbawiony pozycji i wpływów), ile przykładem osoby, która nie może niczego dla uczniów uczynić; zatem przyjęcie dziecka oznacza dobry uczynek wyświadczony komuś pozbawionemu wpływów, bez perspektywy otrzymania nagrody na ziemi. Ponieważ aramejskie słowo talyā może oznaczać zarówno „sługę", jak i „dziecko", użycie go w 9,36 do wyjaśnienia 9,35 było bardziej przemyślane, niż to wynika z przekładu. 37. Zgodnie z żydowskim zwyczajem wysłannik (podobnie jak dzisiejszy przedstawiciel w interesach) mógł działać w imieniu tego, przez kogo został posłany. W takim zakresie, w jakim działał zgodnie z udzielonym mu pełnomocnictwem, posiadał on pełną władzę swego zleceniodawcy. Zasada ta był stosowana w 'Starym Testamencie do Bożych posłańców - Jego proroków (1 Sm 8,7). ”Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje”: Ten, kto przyjmuje wysłannika, przyjmuje jednocześnie tego, kto go posłał. A zatem, kto przyjmuje dziecko, przyjmuje Jezusa, a kto przyjmuje Jezusa, przyjmuje Boga, który go posłał. Kluczową rolę odgrywają słowa „TV imię moje", łączące opowieść z kolejnym epizodem (zob. 9,38-39) o wypędzaniu złych duchów w imię Jezusa (zob. też 9,41). 38. Postawy sekciarskie były powszechnym zjawiskiem w judaizmie, co potwierdzają Zwoje znad Morza Martwego. (Niektóre grupy żydowskie odrywały się od innych z takich powodów jak np. dzień, w którym należy obchodzić Święto Paschy.) ”zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”: Starotestamentową paralelą opowieści o tajemniczym egzorcyście jest relacja o Eldadzie i Medadzie, którzy prorokowali bez zezwolenia (Lb 11,26-30; zob. Dz 8,18; 19,13-14); Mojżesz odniósł się do nich wyrozumiale. Tutaj egzorcysta posługiwał się imieniem Jezusa jako potężnym narzędziem (zob. Mk 1,24; 5,7). 39. Nie wystarczy znajomość imienia Jezusa, lecz potrzeba wiary niezbędnej do czynienia w Jego imię cudów. Człowiek ten zatem nie był zwyczajnym egzorcystą, posługującym się potężnym imieniem w celu dokonywania cudów, jak to zwykli czynić czarnoksiężnicy (Dz 19,13-16). ”Nie zabraniajcie mu”: Tolerancyjna postawa Jezusa wypływa z przeświadczenia, że nikt, kto w jego imieniu wypędza złe duchy, nie będzie o nim źle mówił. Tolerancyjna postawa Jezusa mogła być wykorzystywana w krytyce ekskluzywizmu i skłonności do zamykania się we własnym gronie w okresie wczesnego Kościoła - chociaż nie tłumaczy to powstania opowiadania. Wypowiedź w 9,40 jest przysłowiowym uogólnieniem bezpośredniego nauczania zawartego w 9,39. Katolicki Komentarz Biblijny, prac. zbiorowa, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2001 :. Historyczno Kulturowy Komentarz do Nowego Testamentu, Craig S. Keener, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 2000 : W sprawach Bożych sekretem pierwszeństwa jest miejsce ostatnie, postawa służby. Najlepszym przykładem jest sam Pan Jezus, o którym powiedziano, że w Nazarecie zajął ostatnie się zepchnąć na ostatnie miejsce, to dowód nieporadności życiowej, ale zajmowanie ostatniego miejsca z całą świadomością naśladowania Jezusa, to wielka wygrana naszego życia. Może nawet nie zauważyliśmy, jak gorzko przeżył Pan Jezus zachowanie swych uczniów. Oto mówi im wprost o swym poniżeniu wielkim, o aresztowaniu, wydaniu w ręce ludzi, którzy go zabiją. Słuchali tego niczego nie rozumiejąc. A zaraz potem zajęli się swoimi sprawami, sprzeczając się, kto z nich jest najważniejszy. Mistrz mówi o sobie, że będzie potraktowany jak ostatni, oni marzą o tym, kto będzie pierwszy... A może byli przekonani, jak ludzie swego pokolenia, że Mesjasz będzie potężnym wodzem, który wyzwoli Izraela ze wszystkich udręk. Dał temu wyraz właśnie Piotr, który przecież wyznał: "Ty jesteś Mesjaszem", ale zaraz odwołał Mistrza na bok i coś mu żarliwie szeptał. Był przerażony tą wizją o cierpieniu, odrzuceniu, zabiciu. To przecież nie tak! Dlatego uważał za konieczne, by go upomnieć. Mesjasz był zwycięski, potężny, ale nie odniesie przecież zwycięstwa ponosząc klęskę. Słyszeliśmy odpowiedź Chrystusa: "Zejdź mi z oczu, szatanie". Jak mocno tkwiło w uczniach to przekonanie, jak potężne było oczekiwanie na tego, którego Bóg pośle, aby wyzwolił... Ale takie są drogi ludzkiego myślenia. Nie pokrywają się często z Bożymi planami. Wielokrotnie będzie Pan Jezus zapowiadał, tłumaczył, wyjaśniał, że to odkupienie, wyzwolenie z niewoli szatana, nie dokona się z zewnątrz, przez interwencję z góry. Nie, ten proces odnowy dokona się przez wewnętrzne odrodzenie, zmianę zupełną stylu życia, naśladowanie Tego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia. I to jest zwycięstwo. Tak zobaczył zwycięskiego Jezusa św. Paweł. Pisał: "On to bytując w postaci Bożej, nie obstawał nieugięcie przy tym, by trwać w równości z Bogiem, a raczej wyniszczył siebie i przyjął postać sługi, stając się podobnym do człowieka. A gdy zjawił się w postaci ludzkiej upokorzył się i stał się posłusznym, aż do śmierci na krzyżu" (Flp 2,6-8). I zachęca nas: "Bądźcie przejęci tym samym duchem", który ożywił Chrystusa Jezusa". Sam Jezus też będzie nas pouczał, co ma uczynić ten, kto chce być pierwszym. Woła do nas: uczcie się ode mnie, że jest cichy i pokornego serca. A my słuchamy tych wezwań i przyznajemy: skóra nam cierpnie. Bo mamy tych wezwań już dosyć, bo ciągle nas upominają, wzywając do pokory ludzie powołani i niepowołani. A poza tym nasz obraz człowieka pokornego jest mocno zdeformowany, jak w krzywym zwierciadle. Trochę tak, jak w swej poczcie przedstawił niegdyś Ojciec Malachiasz: "Człek bez własnego zdania, odstępujący łatwo od swych opinii, przyjmujący każdorazowo punkt widzenia swego rozmówcy, nadmiernie posłuszny i uległy - każdemu. Człek bez pragnień i bez ambicji. Sentymentalnie słaby i poczciwy, obrzydliwie potulny; można go obudzić o drugiej w nocy i posłać po papierosy na dworzec. Wystraszony lizus, rozpamiętywający bez końca, czy aby wystarczająco grzecznie zachował się wobec swego szefa" (Poczta I, 208). Tylko, co to ma wspólnego z tym wzorcem pokory, który nam Pan Jezus daje wskazując na siebie. Bo przecież tylko On, nikt inny, ma być dla nas wzorem i tylko On ma prawo wymagać od nas, byśmy nie zajmowali sami pierwszego miejsca, jeśli nas oto nie poproszą, bo mogą być kłopoty i trzeba się będzie przesiadać. Ma prawo wymagać od nas, byśmy nie zadzierali nosa i nie spoglądali z góry na otoczenie, skoro On, wiedząc kim jest św. Józefa nazywał swoim ojcem i przez lata pracował w Nazarecie, jako sługa. Zabrania nam krzyczeć: "Panie, pan wie, kto ja jestem", bo sam ujawnił swą godność dopiero w ostatnich godzinach swego życia, zmuszony wezwaniem arcykapłana. A przedtem pozwalał się domyślać, zachęcał do własnych przemyśleń, własnych sądów. Każe nam być ostrożnym w postępowaniu wobec ludzi, uczy delikatności, bo sam knotka tlącego się nie zgasił, trzciny nadłamanej nie złamał. Ale kiedy trzeba było, Ten, który był cichy i pokornego serca z biczem w ręku wprowadził porządek na dziedzińcu świątyni, bo zrobiono z niego jaskinię zbójców. Chodziło bowiem o godność Domu Bożego. W tych sprawach był stanowczy. Ale kiedy trzeba było, nie przebierając w słowach, podniósł głos przeciw faryzeuszom, bo w swoim nauczaniu zachowując literę prawa, zabijali ducha. Był niepokorny? Nie chodziło tu o jego sprawy osobiste, ale o deformację dróg prowadzących do Ojca. W tych sprawach był nieubłagany i chciał, by Boże drogowskazy były czytelne, wyraziste, nikogo nie wprowadzały w błąd. To jest wielka sztuka: umieć rozgraniczyć między tym, co stanowi moje ja", a sprawą, która jest wartością nadrzędną, jak dobro Ojczyzny, Kościoła, samego Boga, któremu chcę służyć i spraw Jego chcę bronić. Bo ja mam się umniejszać, a jego chwała ma wzrastać. I to jest postawa pokory, bardzo chrześcijańskiej cnoty, która prowadzi do spotkania z Bogiem i sprawia, że nawet ludzie, którzy dopiero idą do Boga, stają się wolni od głupoty pychy. Pokora jest prawdą, jest prostotą w najlepszym gatunku. Bez kombinacji przewidywań, przeliczeń, jest postawą: tak - to tak, nie - to nie. Taką postawę mają dzieci, małe dzieci, bo gdy podrosną, zaczynają naśladować dorosłych i zaczyna się gra. To chyba nie przypadek, że to pouczenie, o którym nam dziś św. Marek opowiedział, kończy się spotkaniem Pana Jezusa z dziećmi. Dziecko w ramionach Chrystusa, przytulone do jego serca, pokazane nam dorosłym jako wzór: "Jeśli się nie staniecie jak dzieci...". Wiemy, o co chodzi. O to, byśmy nawet wtedy, gdy nas starość dosięgnie, zachowali coś z postawy dziecka, którą ono ma, a potem powoli traci, obserwując otoczenie starszych od siebie. Chodzi o tę ufność, zawierzenie bez sprawdzania, o czystość zamiarów, niesprowokowaną nabytym doświadczeniem. To jest konieczne w kontaktach z Panem Bogiem, w modlitwie nieagresywnej, żądającej za wszelką cenę, bo ta ufność dziecięca uspakaja nas, że Jego decyzja będzie i tak najlepsza, choć może być dla mnie w pierwszej chwili niezrozumiała. Gdy tego pokornego zawierzenia braknie, zaczyna się dyktat, stawianie warunków. Św. Jakub Apostoł po prostu powiedział, że wtedy modlimy się źle. Ale ta odrobina ufności dziecięcej potrzebna jest w kontaktach z ludźmi. Gdy jej braknie, jest równie źle. Zaczynają się dyskusje, które zamieniają się w kłótnie i walki prowadzące donikąd. Na naszych oczach te procesy się dzieją, przegrywają skłócone grupy polityczne dzielą się partie, jakby ktoś pociągał za sznurek. Afera goni aferę, sądy mają dużo roboty, a winnych najczęściej nie ma. Na to trzeba prawdziwej pokory, by powiedzieć: "Przepraszam, to moja wina". A jak się nie znajdzie winy w sobie, to trzeba jej szukać gdzie indziej. I wtedy od góry w dół. Od papieża i biskupów, od prezydenta, premiera i ministrów - wszystkim jesteśmy skłonni stawiać zarzuty, proponować, co powinni robić, a czego unikać. Pycha łatwo podpowiada, nigdy nie bierze odpowiedzialności za to, co podpowiada. I co? Odnosimy zwycięstwo? Coś się od tej gadaniny zmienia na lepsze? Coś podobnego obserwujemy na własnym podwórku życia kościelnego, religijnego. Czasem tracimy zupełnie orientację, co się dzieje. Gdy się deklarują odmiennymi poglądami ludzie, którzy są innej wiary lub zupełnie niewierzący, to możemy jeszcze pojąć. Gorzej, gdy ludzie przyznający się do Kościoła, lub oficjalnie reprezentujący nasz naród, składają w naszym imieniu oświadczenia, które są obłędne, stajemy jak wryci. Sposób jak na to reagujemy, jest miarą naszej wierności, jest sprawdzianem, czy idziemy drogą Chrystusową, czy schodzimy na bezdroża. Bracia i siostry, jeszcze raz uwierzymy i zaufajmy, że warto pójść tylko śladem Tego, którego "Bóg wywyższył ponad wszystko i nadał mu to imię, które jest ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zginało się wszelkie kolana, w niebie, na ziemi i w piekle". (Flp 2,9)

25 niedziela zwykła rok b